|
Rozdział 2. Z muzyki chleba nie będzie
Występ zespołu na festynie trochę zmienił życie czterech chłopaków z Topolan. Członkowie zespołu zauważyli, że inaczej niż do tej pory są spostrzegani przez mieszkańców ich rodzinnej wsi. Od znajomych dostawali propozycje grania wyprawek do wojska. Kilka razy zagrali na weselach a dwa razy grali zabawę w remizie strażackiej w Topolanach. Cieszyli się dobrą opinią wśród znajomych i tylko nieliczni im zazdrościli. Grając po zabawach jako supporty przez bardziej znanymi zespołami zdobywali szersze kontakty i wydawało się, że...
ich zespół rozwija skrzydła. Też i ich rodzice przestali zbytnio narzekać na ich pasję gdyż zobaczyli rozwój u chłopaków tylko ojciec Jarka ciągle narzekał, że z syna nie ma korzyści i zamiast pomagać w domu często coś tak brzdęka na gitarze. "Ja w Twoim wieku sam przejąłem gospodarstwo a Ty ciągle się zabawiasz. Do roboty byś się wziął.Nie znasz życia to Ci powiem"- ciągle powtarzał ojciec."Stary nie przejmuj się.On jeszcze młody.Musi czymś się interesować" - mama Jarka stawała w obronie syna."Chleba z muzyki nie będziesz jadł.Roztrwonisz to co masz od nas i na dziada wyjdziesz!"- powtarzał ojciec i ze złości mocno trzaskając drzwiami wychodził z domu."Synku, nie martw się, ja wierzę w Ciebie,że będziesz sławny bo Ty mój syn". Za to rodzice Andrzeja wspierali syna, gdyż kiedyś jego tata też grał w weselnym zespole i sam nauczył syna grania na akordeonie."Matko, pamiętasz kiedy grałem dla Ciebie na spotkaniu tą piosenkę?"- "Pewnie,że pamiętam byliśmy tacy młodzi"- mówiła mama Andrzeja a ojciec brał akordeon i grał dla swojej żony jej ulubioną piosenkę, którą oboje śpiewali na dwa piękne głosy. Andrzej uwielbiał takie chwile bo rodzice doskonale rozumieli jego marzenia związane z muzyką i wspierali go. Często dokładali mu na nowe instrumenty a tata pożyczał swojego busa, kiedy cały zespół jechał na swoje występy. "A Ty Andrzejku, musisz być najlepszy bo masz talent.Pokaż jak Romaniukowie grają!"- z dumą powtarzał ojciec dla swojego syna". W domu Grześka rodzice ogólnie nie interesowali,że w każdy piątkowy czy sobotni wieczór ich syn gdzieś wyjeżdża aby grać z kolegami na zabawie. Tylko przed każdym wyjazdem matka powtarzała:"Synku, uważaj wiesz jak teraz jest na zabawach napiją się to mogą jeszcze pobić"."Nie martw się matko, przecież sam nie jedzie"- pocieszał ojciec Grześka.
U Piotrka zaś rodzice też cieszyli się,że syn czymś się zajmuje."-Zamiast siedzieć pod wiejskim sklepem i pić piwo to przynajmniej się bawi ludzi i ma z tego pieniądze" - chwaliła się synem przed sąsiadkami mama Piotrka. Lato upłynęło pod znakiem weekendowej zabawy zespołu oraz pomaganiu rodzicom przy gospodarce.Przyszły pierwsze dni września.
autor: Jerzy Bujniuk
|